Portal Wirtualna Polska opublikował wspaniały poradnik dla wszystkich atrakcyjnych pracownic, które uwielbiają chodzić w spódniczkach mini ledwie zakrywających pępki (na pośladki materiału nie wystarczyło – cóż – kryzys mamy), stringach, które przy lekkim zetknięciu z kartką papieru przecinają  ją na pół i stanikach zakrywających jedną setną piersi rozmiaru D. Otóż te biedne stworzenia boże nie potrafią pogodzić się z faktem, że właśnie z tego powodu ich szefowie, od dnia kiedy przyjęli je do pracy, zaczęli chodzić na siłownię, używać najdroższych wód po goleniu, tudzież założyli żaluzje na wszystkich przeszklonych ścianach w swoich gabinetach. O komfortowych sofach, które nagle stały się nieodzownym meblem biurowym nie wspomnę.

Poruszyła mnie jedna z rad – poniekąd wielce słuszna. Jeśli nie życzysz sobie być wieczną nałożnicą swojego szefa, na rozmowę w cztery oczy weź ze sobą „koleżankę z sąsiedniego łóżka„. Brawo, cóż za celna rada. Wtedy szanse na to, że szef cię przeleci maleją o połowę. Ze 100% do marnych 50%. A jeśli koleżanka jest równie atrakcyjna co ty i na dodatek w gabinecie przełożonego do tej pory nie bywała, szansa na twoją obolałą dupę maleje jeszcze bardziej. Za to koleżanka będzie mogła odfajkować kolejny towar wciągnięty waginą.

Zostawmy jednak erotyczne sny autora poradnika. Wirtualna Polska zadbała o inne ciekawostki na tej samej stronie.

Z samych nagłówków możemy się dowiedzieć, że nasz Sejm został nawiedzony przez Trzech Króli. Porypało się staruszkom, mieli trafić na wieś Nazaret zwaną, trafili na Wiejską. I to ponownie. Moja rada: mniej wina wieczorami i stanowczo przestać kadzidło palić. Od tego świństwa zwoje mózgowe się rozprostowują.

Kolejny z nagłówków zapowiada smutną historię palacza z przyosiedlowej kotłowni, który nie może się odnaleźć w zinformatyzowanym świecie. Ów człowiek, tak oddany swemu fachowi, któremu poświęcił całe swe życie, zamiast obserwować wskaźniki, zegary i mrugające lampki, sfajczył swoje miejsce pracy pracując według zasad wyznaczonych pół wieku temu. Oczywistym stało się, że stracił tym samym pracę, skoro sam postarał się o likwidację swojego etatu. Chcąc nie chcąc nasuwa mi się tutaj analogia do naszych kochanych pań pOślic i panów pOsłów. Sporo z nich, zamiast przyuczyć się do nowego zawodu, jakim zostali obdarzeni przez społeczeństwo, nadal tkwi w czasach, kiedy to z babą przyodzianą w homonto, radłem orali pole.

Tags: ,

Dodaj komentarz