Polska armia się zbroi. Całe szczęście, że nie w szable, kordziki tudzież buzdygany. Technologia, panie, w szeregi armii zawitała.

Nasi pradziadowie z dwururek strzelali, teraz to się granatnikami strzela. Całe doświadczenie ma na celu zwiększenie ograniczonego zasięgu zwykłego granatnika, który to zasięg wynosi około 400m. Taki wystrzelony granatnik, osiągając pewien pułap, wystrzeliwuje zawarty w nim pocisk, dzięki czemu zasięg tej broni zostaje zwiększony nieomal dwukrotnie. Jest jeden, malutki problem. Do tej pory nie udało się opanować stabilnego lotu granatnika, przez co niektóre z wystrzelonych granatów powracają do punktu wyjścia, powodując popłoch i dotkliwe obrażenia wśród naszych dzielnych wojaków. Niemniej jednak fakt używania wyrzutni granatników stawia nas oczko wyżej od naszych wrogów, którzy nie wyszli poza fazę testów Lekkiej Przenośnej Wyrzutni Saperek (czyt. eLPeWueS).

Cóż, taka moda. Dobrze poinformowane wiewiórki donoszą, że w niedalekiej przyszłości przeprowadzone zostaną testy przenośnych wyrzutni samolotów odrzutowych, czołgów oraz okrętów podwodnych.

Dodaj komentarz